11 czerwiec 2007
~Pan, który czuwa...

Jezu, życie z Tobą daje mi bardzo wiele radości i obfitości – poczucie pełni. Jednak czasami też bywa ciężko i takie chwile szczególnie stają się okazją do dostrzeżenia przejawów Twojej obecności i troskliwości. Na przykład, tak jak ostatnio się zdarzyło... Wśród szczęśliwych, bogatych w radosne wydarzenia dni, pojawia się niespodziewanie coś, co jak cień wkrada się do mojego serca, zatruwa mnie od środka i nie pozwala iść dalej. Z czasem okazuje się, że nie potrafię się modlić, słowa modlitwy po prostu nie przechodzą mi przez usta... Zaniedbuję te spotkania z Tobą, które były sednem i treścią moich dni. Zamiast tego w sercu zalega jakiś żal czy smutek, bez końca przeżuwam to, co mnie dręczy, nie potrafię pozbyć się czarnych myśli. Bardzo mało rozmawiam z Tobą. Nie wiem jak..... Okazuje się, że tak łatwo mnie zdmuchnąć – bez Ciebie jestem jak mały pyłek, bezbronny wobec wichury. Wszystko co miałam – cała siła, pewność, stałość – były Twoim darem, nie moją zasługą.

Mimo wszystko, Twój stosunek do mnie nie zmienia się. Szczególnie w tym trudnym czasie dostrzegam, jak bardzo o mnie zabiegasz. Widzę to w nagłych, niewytłumaczalnych przypływach siły, kiedy padam, wyczerpana nadmiarem obowiązków i duchową udręką – Ty mnie pokrzepiasz. Albo kiedy tak po prostu zjawia się ktoś, żeby powiedzieć ciepłe słowo, zaśpiewać piosenkę, czy też ponaprawiać żelazko. To wszystko Ty! Pewnego dnia przysłałeś mi całą paczkę oddanych Tobie przyjaciół, a sama ich beztroska, radosna obecność była lekarstwem. Innym razem nakarmiłeś mnie przez czyjeś ręce, gdy kompletnie zaaferowana swoją pilną pracą, zapomniałam, że trzeba coś przełknąć. A przecież nikomu nie mówiłam, że nic nie jadłam... Na koniec uzdrowiłeś mnie, oczyściłeś moje serce i dałeś ukojenie. Pozwoliłeś wrócić do Twojego światła i obecności. Przez ten czas udowodniłeś mi, że Twoja wierność jest niezależna od mojego stosunku do Ciebie, że zawsze jesteś wobec mnie taki sam, nie zmieniasz się. Czułam na sobie Twoje oczy, troskliwe i czujne, czułam się jak ktoś, kogo „wyryłeś na obu swoich dłoniach.” A teraz jest mi tak bezpiecznie, kiedy wiem, że gdy będzie działo się źle, Ty znów będziesz o mnie walczył i nie zostawisz mnie.

Dodaj swój komentarz

 Tytuł

 Twój nick, imię

 Dodaj swój komentarz


     

Komentowano: 1 razy, średnia ocena czytelników: 5.00

Temat: Pan nie zmienia się Dodał(-a): Natanael dnia: 2007-06-12 01:19:01 ocena: 5
Komentarz: Niesamowite jest to, że Pan niezmiennie darzy nas swoją miłością. Ciągle wyciąga swoją rękę i podnosi. Dziś przez myśl przeszło mi pytanie: co robiłbym, gdybym nie usłyszał o Panu. Być może pracowałbym za granicą i miał lepszy komputer. Być może moje życie byłoby wtedy sielanką. Nie zamieniłbym jednak żadnej chwili przeżytej z Panem na nic innego. On naprawdę zmartwychwstał i żyje!
Datownik

Dzisiaj jest
czwartek, 4 grudzień 2008

Archiwum

czerwiec
Pn
Wt
Śr
Cz
Pt
So
Ni

1
2
3

4
5
6
7
8
9
10

11
12
13
14
15
16
17

18
19
20
21
22
23
24

25
26
27
28
29
30


Blog jest integralną częścią witryny http://TylkoJezus.net
Wpisy zawarte na tej stronie są wyłącznie osobistymi przemyśleniami osób prowadzących niniejszą stronę.
Kontakt: blog@tylkojezus.net
Copyright 2006 by TylkoJezus.net